• Autor: Beata Michalik
  • 03 sty 2014 13:50 (aktualizacja: 17 sty 2012 00:00)

Czasem warto podjąć rękawicę

Rozmowa z Leszkiem Wójcikiem, prezesem Zarządu i Piotrem Wójcikiem, wiceprezesem Zarządu Fabryki Mebli Stolpłyt i Wójcik Fabryki Mebli.

Wyjątkowy dla Mebli Wójcik i Fabryki Mebli Stolpłyt rok 2011 dobiega końca. Jaki był ten rok i czego Panowie oczekują od kolejnego?

Leszek Wójcik: Rzeczywiście, dla nas był to szczególny okres – czas świętowania jubileuszu 25-lecia, przyjmowania życzeń i gratulacji, ale i dokonywania podsumowań minionego ćwierćwiecza, wreszcie – okazja do podziękowania tym ludziom, dzięki którym wciąż istniejemy i mamy szansę się rozwijać. W szczególności naszym pracownikom – że są z nami tak długo, wspierają nas. My ze swojej strony staramy się dać im poczucie bezpieczeństwa i stabilność, jakiej potrzebują.

Piotr Wójcik: Dla nas wyjątkowy rok, a dla całej branży – wyjątkowo trudny. Odnoszę wrażenie, że wciąż toczyły się jakieś „dziwne wojny”, nie brakowało kontrowersyjnych pomysłów i wydarzeń. Podwyżki cen surowców i malejąca konsumpcja wśród klientów sklepów meblowych spowodowały, że wszyscy byliśmy zmuszeni do swego rodzaju walki. Życzę więc i sobie, i branży meblarskiej, żeby kolejny rok nie był gorszy, ale wielkich złudzeń nie mam. Na pewno będzie to rok walki o przetrwanie. W przypadku Stolpłytu i Mebli Wójcik prawdopodobnie nie będzie jednak tak źle. Jeśli chodzi o polski rynek, nasza sprzedaż wciąż rośnie, planujemy też na przyszły rok pewne inwestycje, wejście w zupełnie nowe obszary, na razie jednak nie chciałbym zdradzać szczegółów.

Historia Fabryki Mebli Stolpłyt nie różni się szczególnie od tego, jak powstawały i rozwijały się inne, rodzinne firmy meblarskie w Polsce. Najpierw niewielki warsztat stolarski, a potem…

Leszek Wójcik: A potem duża fabryka, a właściwie dwie fabryki, zatrudniające ponad 700 osób i zajmujące ponad 50 tys. m2 powierzchni magazynowo-produkcyjnej. Początki nie były łatwe, dostęp do materiałów, maszyn i wyposażenia stolarskiego był znacznie utrudniony, podobnie jak sama sprzedaż mebli. Właściwie dopiero po roku 1994 nadszedł czas największego rozwoju firmy. Otwarto rynki wschodnie, mogliśmy więcej sprzedawać, a więc i inwestować. W 1997 roku wybudowana została kolejna nowoczesna hala o powierzchni 2 tys. m2.

I wtedy nadszedł rok 1998, w którym nastąpiło załamanie rynków wschodnich...

Leszek Wójcik: To prawda, pod koniec lat 90-tych nastąpiło załamanie rynków wschodnich, natomiast otworzyły się rynki „starej Unii”, co okazało się doskonałą okazją, by odbić się od dna i zwrócić w całkiem innym kierunku.

Piotr Wójcik: Firma postanowiła wtedy zaryzykować, okazało się, że rynki zachodnie stwarzają wiele możliwości dla polskich producentów i że tak naprawdę same nas potrzebują. Właściwie dziś trudno ocenić, kto więcej skorzystał na tych układach, myślę, że wzajemnie sobie pomogliśmy.

Leszek Wójcik: Ale nie wszystkie polskie firmy dostrzegły okazję do rozwoju. Wiele z nich wówczas się „posypało”, zniknęły z mapy polskiego przemysłu meblarskiego, bo nie potrafiły wykorzystać szansy.

Jak Panowie oceniają aktualną sytuację na polskim rynku mebli?

Piotr Wójcik: Konsumpcja na polskim rynku spadła i prawdopodobnie będzie spadać nadal. My teraz odczuwamy wzrost, ale znajdujemy się wciąż w fazie rozwoju i to jest zapewne jedna z przyczyn dobrych wyników sprzedaży. Z drugiej strony – widzimy potrzebę optymalizacji produkcji. Wyprodukować więcej w krótszym czasie i przy mniejszych kosztach to jest sposób na przetrwanie. Szukamy nowych partnerów, nowych rynków eksportowych…

WASZE KOMENTARZE (0) + DODAJ KOMENTARZ