• Autor: Artur Golak
  • 27 gru 2013 18:01

Nasze (drogie) drewno

Zdążyliśmy już się przyzwyczaić, że temat drewna na polskim rynku budzi co najmniej kontrowersje. Nie inaczej jest i tym razem. Teraz jednak problem wydaje się być bardziej złożony, a jego strony znacznie dalej od porozumienia.

Od początku stycznia obowiązują nowe zasady obrotu drewnem znajdującym się w ofercie Lasów Państwowych. Biorąc pod uwagę monopolistyczną pozycję tego dostawcy na rynku polskim sprawa dotyczy praktycznie całości drewna przerabianego w kraju. Zgodnie z nowo obowiązującymi zasadami, sprzedaż drewna odbywać się będzie w stosunku „pół na pół”. Oznacza to, że połowa surowca trafi na przetarg ograniczony, w którym udział wezmą tylko firmy mające tzw. historię sprzedaży, czyli są w stanie udokumentować wcześniejsze zakupy surowca od Lasów. Druga połowa puli sprzedawana będzie na wolnych aukcjach prowadzonych za pośrednictwem portalu e-drewno (w zeszłym roku stosunek ten wynosił 70 do 30 na korzyść puli przeznaczonej dla odbiorców z historią sprzedaży). I właśnie tej części dotyczą kontrowersje wokół nowych zasad sprzedaży.

Nowe otwarcie starego konfliktu

Zdaniem Marii Antoniego Hikierta, dyrektora Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Przemysłu Płyt Drewnopochodnych i sekretarza Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych, nowe zasady handlu drewnem – w myśl teoretycznego założenia Unii Europejskiej zakładającego równy dostęp do tego surowca dla wszystkich potencjalnych nabywców – zmierzają do szybkiego zwiększenia puli drewna sprzedawanego przez Lasy Państwowe w ogólnodostępnym przetargu na portalu e-drewno. W praktyce oznacza to, że surowiec kupi ten, kto zapłaci wyższą cenę. W sytuacji rynku zrównoważonego, dla małych i średnich przetwórców drewna, taka forma zakupu nie stanowi po-tencjalnego zagrożenia. I tu tkwi problem. Rynek nie jest jednak zrównoważony, o czym dobitnie świadczą wyniki sprzedaży drewna na I półrocze 2010 roku – mówi Maria Antoni Hikiert. – W zachodnich rejonach Polski zaistniała już wręcz katastrofalna sytuacja, w efekcie której ceny drewna poszybowały bardzo wysoko i to przy ogólnym kryzysie – czego sprzedający zdaje się nie dostrzegać. Dla dużych firm, które kupują setki tysięcy, a nawet miliony m3 drewna, zaopatrywanie się w surowiec na przetargu nieograniczonym jest wielkim nieporozumieniem. Możliwe negatywne konsekwencje poniosą głównie małe i średnie zakłady przetwarzające masę drzewną. Tu należy postawić pytanie: jaki będzie miało to wpływa na ekonomiczną i społeczną stronę branży przetwórców drewna i producentów mebli.

Kto jest stroną?

Z ekonomicznego punktu widzenia 70-80% wartości sprzedaży w sektorze drzewnym (a w branży meblowej ta liczba jest jeszcze wyższa) generują duże firmy, których na rynku jest mniej niż 10% (ok. 5-7%). Małe i średnie przedsiębiorstwa pełnią jednak ważną rolę w społecznościach lokalnych. Tworzą tysiące miejsc pracy w terenie, tym samym mają znaczący wpływ na poziom bezrobocia (często w newralgicznych regionach kraju, gdzie są największym, a czasem jedynym pracodawcą). W sytuacji utraty rentowności małe i średnie firmy będą redukować zatrudnienie, zmieniać profil działalności (o ile będzie to możliwe) lub w ostateczności likwidować zakłady. Czy i jakie będzie miało to przełożenie na branżę producentów mebli? Producenci mebli w większości przypadków nie kupują drewna z lasu – jest zdania Maria Antoni Hikiert. – Mogą nawet w pewnym sensie negocjować warunki zakupu surowca, tym bardziej, że na polski rynek napływa coraz śmielej i coraz więcej drewna i płyt z ościennych krajów. Zmiana zasad handlu drewnem utrudni z pewnością działalność fabrykom mebli, ale nie wpłynie na ich kondycję aż tak mocno, jak w innych branżach.

Czy warto się martwić?

WASZE KOMENTARZE (0) + DODAJ KOMENTARZ