Fot. Publikator

Fot. Publikator

  • Autor: PAP
  • 03 marz 2020 16:39

Ekonomiści na razie nie obniżają prognoz wzrostu gospodarczego w Polsce wskutek koronawirusa

Ekonomiści, z którymi rozmawiała PAP na razie nie obniżają prognoz wzrostu gospodarczego w Polsce wskutek koronawirusa. Ostrzegają jednak, że w efekcie epidemii straty mogą ponieść polskie branże eksportowe: transportowa oraz związane z importem z Chin - tekstylna i elektroniczna.

Główny ekonomista ING Banku Śląskiego Rafał Benecki zwrócił uwagę w rozmowie z PAP na dwie rzeczy: jak długo będzie trwał szok wywołany wirusem oraz które części gospodarki strefy euro i Polski zareagują na tę sytuację. Ekonomista porównał przy tym konsekwencje koronawirusa z efektami wojny handlowej między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Zauważył, że spowolnienie handlu międzynarodowego wskutek "trade war" trwało długo, około 1,5 roku, i stopniowo pogarszało koniunkturę.

"Natomiast w tym przypadku będziemy mieli do czynienia z szokiem, który może załamać koniunkturę na przykład na cztery miesiące, ale potem będzie stopniowo ustępował. Wpływ będzie krótszy, ale mocniejszy - możemy mieć do czynienia z załamaniem produkcji przemysłowej u naszych partnerów handlowych, ale dodatkowo - co jest dużo gorsze - obawiamy się załamania popytu wewnętrznego w strefie euro i być może pogorszenia popytu wewnętrznego w Polsce" - powiedział ekonomista.

Zwrócił uwagę, że właśnie dzięki popytowi wewnętrznemu wojna handlowa miała mniejszy wpływ na gospodarkę od oczekiwanego. "Jeżeli będziemy mieli wysyp zachorowań, zamknięte szkoły i przerwy w pracy, to ucierpi nie tylko przemysł w strefie euro (...). Gospodarstwa w Niemczech będą mniej wydawać, a to jest dla nas nawet groźniejsze od recesji w niemieckim przemyśle, którą widzieliśmy w 2019 r." - ocenił.

Wskazał na rolę niemieckiego rynku wewnętrznego oraz rynku strefy euro dla polskich producentów oraz rolę polskiego popytu wewnętrznego. Gdyby się załamał, to - zdaniem Beneckiego - byłoby to bardzo bolesne dla polskiej gospodarki.

Benecki poinformował, że bank nie rewiduje tegorocznych prognoz gospodarczych dla Polski i spodziewa się wzrostu PKB w wysokości 2,9-3 proc. "Może być słabiej, ale w tej chwili trudno powiedzieć o ile" - dodał.

Zdaniem ekonomisty, wskutek koronawirusa ucierpieć może polski sektor transportowy - nawet bardzo mocno, gdyby nastąpiło załamanie wymiany handlowej i "wstrzymanie gospodarki na jakiś czas". Poza tym dotknięte mogą zostać też wszystkie sektory związane z eksportem, zwłaszcza te, które produkują produkty droższe, z których zakupów można czasowo zrezygnować, odłożyć je na później, nie związane z bieżącą konsumpcją.

Pytany, czy są branże, przed którymi otwierają się szanse, Benecki wyjaśnił, że "teoretycznie" mogą to być branże medyczne. "Ale skoro nawet ibuprom jest importowany z Chin, to można mieć wątpliwości, czy także w tym sektorze nie będzie przerw w zaopatrzeniu, które mogłyby mu zaszkodzić" - powiedział.

Dodał, że w krótkim terminie mogą zyskiwać producenci żywności, co związane jest z robieniem zapasów przez konsumentów. Może też to stymulować PKB w I kw. tego roku. Według Beneckiego niewykluczone, że w dłuższej perspektywie może zyskać turystyka krajowa, jeżeli Polacy - wskutek epidemii - rezygnowaliby z wyjazdów zagranicznych.

Zdaniem ekonomisty z banku Santander Marcina Luzińskiego, wpływ koronawirusa na gospodarkę zależy od tego, jak epidemia się będzie rozwijać. "Dotychczas zakładaliśmy, że uderzy przede wszystkim w Chiny i na tej podstawie robiliśmy szacunki dotyczące wpływu na polską gospodarkę. Przyjęliśmy, że więzy gospodarcze Polska-Chiny zostaną zerwane i nie będziemy mogli sprzedawać do Chin ani importować z tego kraju" - powiedział Luziński.

WASZE KOMENTARZE (0) + DODAJ KOMENTARZ